MENU

Wrzesień, 2013
Archive

2411

Mama w e-biznesie – nowa akcja Mamo Pracuj i home.pl

E-biznes

27 września 2013

Artykuł pierwotnie ukazał się w serwisie mamopracuj.pl

Utrata pracy po urodzeniu dziecka, chęć bycia własnym szefem, brak funduszy na nianię – historii i powodów, dla których kobiety decydują się na własny biznes jest wiele. Co więcej, biznes-mamy coraz chętniej decydują się na założenie e-biznesu, gdyż taka forma prowadzenia własnej działalności pozwala im lepiej godzić życie rodzinne i prowadzenie firmy. Jak same twierdzą, taka forma daje im zadowolenie, większą pewność siebie i niezależność. Ale przede wszystkim możliwość elastycznego czasu pracy, a co za tym idzie więcej czasu dla dziecka i rodziny. Stąd nasza nowa akcja!

Nowa akcja Mama w e-biznesie

Rozpoczynamy nową, dużą akcję dla mam, które myślą o własnym e-biznesie: Mama w e-biznesie. W ramach akcji zaprezentujemy Wam 8 artykułów, o tym jak między innymi dobrze robić biznes w sieci, jak otworzyć i rozwinąć własny sklep. Jak uruchomić sklep na Facebooku, aby przyciągnąć dodatkowych klientów oraz jak dbać o już zdobytych klientów. Poznajcie kilka mam i ich historie w tworzeniu e-biznesów i powody dla których zdecydowały się właśnie na taką formę działalności!

Jesteśmy partnerem merytorycznym akcji i dostarczamy niezawodny sklep internetowy Click Shop. Dla przypomnienia: Click Shop to platforma sklepowa oferowana przez home.pl, lidera usług hostingowych w Polsce. Aplikacja sklepu działa w trybie SaaS (Software as a Service) dzięki czemu możliwe jest natychmiastowe rozpoczęcie sprzedaży w Internecie, w przeciągu kilkunastu sekund od zarejestrowania usługi. Intuicyjny Panel Administracyjny, bogaty zestaw wbudowanych integracji (płatności elektroniczne, przesyłki kurierskie, wsparcie dla Allegro oraz Facebooka) sprawiły, iż Click Shop jest w chwili obecnej najpopularniejszą platformą sklepową w Polsce, o czym świadczy liczba ponad 6000 aktywnych sklepów.

Dzieci i praca - to możliwe

Dzieci i praca – to możliwe

Anna Rafaląt o biznesie w Sieci zaczęła myśleć gdy była w siódmym miesiącu ciąży.

Byłam wówczas na zwolnieniu lekarskim i stwierdziłam, że warto zrobić coś konstruktywnego, a nie tylko krzątać się bez celu po domu – wspomina właścicielka e-clematis.com. – Na początku wystawiłam kilka aukcji na Allegro i okazało się, że produkty, które oferowałam zaczęły się sprzedawać.
To spowodowało, że poważnie zaczęła myśleć o e-sklepie. – Zaczęłam rozglądać się za firmami, które oferowały „sklepy internetowe” i tak trafiłam do home.pl. Znajomy poradził mi by postawić na znaną markę i obsługę 24h na dobę.

Biuro i dom pod kontrolą

Biznes prowadzony w Sieci jest bardzo wygodny z wielu powodów, często nie wymaga wynajmowania magazynu ani biura. W momencie gdy właściciele mają małe dzieci to wielki komfort, ponieważ mogą prowadzić go z domu i mieć zarówno pracę jak i maluchy pod kontrolą.

Pracuję wtedy kiedy mogę, a nie w ściśle określonych godzinach. Choć w praktyce, aby mieć zysk trzeba poświęcać na biznes każdy swój wolny czas, niemal 24h na dobę – mówi ze śmiechem Pani Ania. – Ale nie traci się czasu na przesiadywanie za ladą i można wykonywać w tym czasie inne czynności.

Tak wiele za niewiele

Niewielki kapitał na start to kolejny argument przemawiający za prowadzeniem e-biznesu.

Wybierając gotowe rozwiązanie bardzo często jego koszt w pierwszym roku nie przekracza 450 zł– mówi Paweł Skarżyński, odpowiedzialny za rozwój aplikacji Click Shop w home.pl. – Oprócz samego oprogramowania, bardzo często otrzymujemy także w pakiecie serwer, niezbędny do działania sklepu, oraz wiele bonusów, które ułatwiają start i pozwalają szybciej rozkręcić e-biznes. Dla porównania – koszt najmu samego tylko lokalu, w atrakcyjnej lokalizacji, w dużym mieście, może być nawet 6-cio krotnie wyższy – dodaje.

Aby rozpocząć, wystarczy tak naprawdę komputer z dostępem do Internetu, warto też zaopatrzyć się w telefon, aby ułatwić klientom bezpośredni kontakt. Największym wydatkiem najczęściej jest zakup towaru. Chyba, że ktoś sprzedaje autorskie kolekcje lub rękodzieło, wtedy prawdopodobnie towar nie wymaga dużych kosztów, potrzeba jednak więcej czasu na jego przygotowanie.

Klientki, które wybrały naszą platformę sklepową cały czas pokazują jak dużo miejsca jest jeszcze w Sieci na rozpoczęcie e-biznesu; od sprzedaży ubrań, kosmetyków, biżuterii, przez prowadzenie porad kosmetycznych, aż po sklepy z asortymentem dla maluchów – wymienia Paweł Skarżyński z home.pl.

Iwona Koj, właścicielka sklepu sowikoj.pl skorzystała z platformy e-commerce aby wzbogacić tradycyjnie prowadzoną działalność.

Sklep internetowy jest uzupełnieniem mojej oferty, a także świetną reklamą w Sieci. Prowadząc wyłącznie sprzedaż stacjonarną byłabym ograniczona do niewielkiej grupy odbiorców. Sklep internetowy pozwala mi dotrzeć do nowych klientów, którzy kupować mogą przez całą dobę. Jest także świetną formą reklamy własnej marki – dodaje.

Ćwiczenia z samokontroli

Oczywiście oprócz wielu plusów sprzedaży w Sieci jest także kilka zagrożeń. Nie każdy potrafi utrzymać samodyscyplinę i systematyczność. Nie wszystkie panie potrafią też być własnym szefem. A w przypadku e-biznesu trzeba codziennie motywować się i kontrolować.

Wymagało to dużo pracy z mojej strony, wiele nieprzespanych nocy i wysiłku organizacyjnego, ale przecież nic nie przychodzi łatwo – mówi z uśmiechem pani Anna Rafaląt.

Ponadto trzeba nauczyć się skupienia, aby zbyt dużo rzeczy w domu nie rozpraszało. Zdradliwe może być zaglądanie do lodówki co kilka minut, czy nieustanne robienie herbaty. Panie, które mają małe dzieci mogą rozpraszać się jeszcze nastawianiem prania, czy zajmowaniem się dzieckiem zanim usiądą w końcu do komputera.

Aby nie tracić czasu, trzeba nauczyć się samokontroli. Jeśli ktoś wybiera pracę w domu, a ma współpracowników, musi mieć świadomość, że będzie miał z nimi mniejszy kontakt. Wiele czasu traci się na podstawową komunikację, np. wyjaśnianie spraw drogą mailową lub telefoniczną. Gdy pracuje się biurko w biurko w jednym lokalu można konsultować się na bieżąco, co przyspiesza niektóre sprawy.

Jednak jak podkreśla pani Anna Rafaląt zalet e-biznesu jest o wiele więcej niż wad.

W tradycyjnym biznesie byłabym ograniczona tylko do jednej miejscowości, a w tym przypadku moje produkty docierają wszędzie, w każde miejsce w Polsce i do krajów UE. Zasięg e-biznesu jest nieograniczony – mówi zadowolona.

mama-ebiznes-homepl

Zapoznaj się z projektem na stronie www.mamopracuj.pl

Przeczytaj artykuł

2179

Targi eHandlu w Warszawie [zdjęcia]

home.pl

27 września 2013

Kolejna odsłona targów eHandlu już za nami. Hala targowa na Stadionie Narodowym w Warszawie okazała się bardzo dobrym miejsce na tego typu imprezy. Stoiska wystawców były tłumnie odwiedzane – również nasi pracownicy praktycznie cały czas prowadzili rozmowy z obecnymi i potencjalnymi klientami.

Odwiedzający zadawali pytania głównie o kwestie związane z ecommercem, z platformą Click Shop i jej rozwojem (niedługo kolejna aktualizacja). Klienci interesowali się również aplikacją mobilną Click Shopa.

Nie chcę się tu zbyt długo rozpisywać, zapraszam Was do obejrzenia kilku zdjęć z targów.

Stadion Narodowy wewnątrz - trwało sprzątanie po wydarzeniu Top Gear

Stadion Narodowy wewnątrz – trwało sprzątanie po wydarzeniu Top Gear

Jak już wspominałem, nasze stoisko praktycznie cały czas było oblegane przez zainteresowanych usługami home.pl

Jak już wspominałem, nasze stoisko praktycznie cały czas było oblegane przez zainteresowanych usługami home.pl

Nasze gadżety cieszyły się dużym zainteresowaniem. Rozdaliśmy kilkaset koszulek, piłeczek, smyczek, długopisów. Napiszcie w komentarzach, jakie gadżety home.pl chcielibyście zobaczyć na kolejnych targach, na których będziemy obecni.

Nasze gadżety cieszyły się dużym zainteresowaniem. Rozdaliśmy kilkaset koszulek, piłeczek, smyczek, długopisów. Napiszcie w komentarzach, jakie gadżety home.pl chcielibyście zobaczyć na kolejnych targach, na których będziemy obecni.

Nasza hostessa na stoisku

Nasza hostessa na stoisku

Do zobaczenia na następnych eventach branżowych – będziemy informować na bieżąco, gdzie zamierzamy się pojawić.

Przeczytaj artykuł

1737

Lokalny biznes w mediach społecznościowych cz. 1

Social media

25 września 2013

Każdy, kto próbował swoich sił w prowadzeniu własnej firmy, wie jak trudne są początki. Trzeba być „człowiekiem orkiestrą” świadczącym usługi, szukającym klientów, robiącym swoją własną księgowość i marketing. Oczywiście z reguły posiadamy absolutnie minimalne środki finansowe. Nie ma wtedy mowy o wynajęciu agencji reklamowej, która poprowadziłaby kampanię, stronę na Facebooku, czy zadbała o dobry wizerunek.

Wszystko trzeba robić samemu. Ta seria wpisów będzie opowiadać o tym, jak można rozkręcić swoją małą, często jednoosobową działalność, z pomocą niewielkich środków i komunikacji w mediach społecznościowych.

Może się wydawać, że prowadzenie profilu na Facebooku dla stolarza, hydraulika, czy osoby komponującej bukiety na zamówienie, to głupota i strata czasu. Facebook jest zarezerwowany dla dużych firm z ogromnym zapleczem. Nigdy przecież nie zdobędziesz 200 000 fanów jako spec od wykańczania wnętrz. Chodzi właśnie o to, że nie musisz! Jeśli jesteś masażystą, hydraulikiem, czy instalujesz rolety – 200-500 prawdziwych fanów składających się z zadowolonych klientów, może przywiązać ich do Ciebie i sprawić, że będą regularnie wracać po Twoje usługi.

Facebook, podobnie jak wszystko wokół nas, cały czas się zmienia i aktualnie przeżywa lokalny boom. Użytkownicy chętnie angażują się w to, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu. Prowadzenie takiego profilu to świetny sposób na zbieranie rekomendacji od wcześniejszych klientów i rozgłoszenie dobrego słowa wśród ich znajomych.

 

źródło: https://www.facebook.com/marcin.kisiel.39/posts/593359737388841

źródło: https://www.facebook.com/marcin.kisiel.39/posts/593359737388841

Użytkownicy coraz częściej zauważają potężną moc sieci kontaktów, które można wykorzystać do wymiany informacji i doświadczeń. Na powyższe zapytanie użytkownik otrzymał ponad 50 odpowiedzi. I zauważmy, że są to odpowiedzi od ludzi, którzy skorzystali z czyichś usług, a sam pytający zna ich i im ufa. Nie ma więc powodu, aby nie polegać na ich opinii.

Jak grzyby po deszczu pojawiają się profile mniejszych miejscowości, dzielnic, czy nawet osiedli, gdzie mieszkańcy wymieniają się doświadczeniami i polecają sobie nawzajem usługodawców. Dlatego warto oprócz strony WWW posiadać też profil na Facebooku. Zaprosić do niego najpierw swoich znajomych, później dopisywać adres profilu na wizytówkach i ulotkach. Prosić zadowolonych klientów o napisanie rekomendacji na Twoim profilu. Średnio każdy użytkownik posiada 130 znajomych. Każdy zadowolony klient, który napisze rekomendację na Twoim profilu, daje Ci kredyt zaufania, który zauważą jego znajomi. Podstawowym wymogiem, aby to się stało, jest dostarczanie rewelacyjnej jakości produktu i najwyższego poziomu obsługi klienta: przed, w trakcie i po dokonaniu sprzedaży.

Nie spodziewaj się jednak, że wszystko ułoży się jak w bajce. Tworzenie solidnych fundamentów, aby skutecznie przyciągać do siebie klientów w mediach społecznościowych może zająć wiele długich miesięcy. Podsumowując, zdecydowanie warto prowadzić taką aktywność.

W następnych częściach:

  • Co publikować na Facebooku?
  • W jaki sposób rozmawiać z fanami i jak radzić sobie z hejtem?
  • Jak szukać potencjalnych klientów i dokonywać aktywnej sprzedaży na Facebooku?
  • Płatne kampanie na facebooku. Czy warto? Jak się do tego zabrać?

Przeczytaj artykuł

1913

Co słychać na rynku domen .pl? [raport NASK]

Domeny

11 września 2013

W sierpniu NASK udostępnił raport z drugiego kwartału 2013 dotyczący rynku nazw domeny .pl Raport znajdziecie pod adresem adresem www.dns.pl/NASK_Q2_2013_RAPORT.pdf Liczba aktywnych domen .pl na koniec drugiego kwartału wyniosła ponad 2.4 mln i wzrosła o blisko 37,7 tys. w stosunku do kwartału pierwszego.

Polski rejestr uplasował się na 6 miejscu w Unii Europejskiej przed rejestrem hiszpańskim. Jeszcze rok temu polski rejestr polski znajdował się na 5 miejscu, aczkolwiek wzmożony wzrost rejestracji domen francuskich wywindował rejestr domen .fr na 4 miejsce w rankingu. Niekwestionowanym liderem pozostaje w dalszym ciągu rejestr domen niemieckich z blisko 15,5 mln obsługiwanych domen .de

źródło: www.dns.pl

źródło: www.dns.pl

Liderem w obsłudze nazw domeny .pl pozostaje home.pl z udziałem na poziomie 21,31%, dalsze miejsca zajmują Netart S.K.A. (16,99%) i Consulting Service (9,51%). Co ciekawe pierwszy raz w historii publikacji raportów NASK od 2008 roku doszło to zmiany składu w pierwszej trójce rejestratorów – podium opuściła szczecińska firma Az.pl, która spadła na czwarte miejsce w rankingu.

Największy udział w rejestracji nowych domen zanotował home.pl (23,92%) wyprzedzając Netart S.K.A. (16,75%) i Az.pl (11,03%). Cieszy duży wolumen rejestracji nowych domen w NASK (blisko 257 tys.), co może być sygnałem ożywienia na rynku domen .pl

Ważnym wskaźnikiem determinującym kondycję danego rejestru jest poziom odnowień domen. W drugim kwartale 2013 w NASK poziom odnowień domen .pl wyniósł 59,51% i był wyższy o 0,55% od wartości na koniec 2012 roku. Wskaźnik odnowień domen .pl wzrósł do 59,51%, mimo to jest on niski patrząc na konkurencyjne końcówki, przykładowo wskaźnik odnowień dla domen .eu wyniósł w analogicznym kwartale okazałe 85%.

źródło: www.dns.pl

źródło: www.dns.pl

Drugi kwartał na rodzimym rynku domen .pl należy uznać za udany. Zanotowano wzrosty najważniejszych wskaźników oraz widać możliwości do dalszych wzrostów w przyszłych kwartałach. Cieszy nas przede wszystkim zaufanie jakim darzą nas nasi klienci co ma bezpośrednie odzwierciedlenie w bardzo dobrych wynikach home.pl

Przeczytaj artykuł

1671

Halo! Czy tu się sprzedaje?!

E-biznes

10 września 2013

Oglądając po raz setny polski film „Vabank” – powtarzany do znudzenia na jednym z kanałów filmowych – nie mogłem oprzeć się pokusie i po prostu musiałem zacytować klienta obrabowanego wcześniej salonu jubilerskiego.

No dobrze, ale co ma cytat z komedii do tego, co chcę przekazać? Aby to zrozumieć musimy cofnąć się kilka tygodni wstecz, kiedy, jak każdy statystyczny Polak na urlopie, wprowadzaliśmy z szanowną małżonką zmiany w naszym, zadłużonym na 60 lat, kosztującym w utrzymaniu nerkę oraz pół wątroby (nie, nie piję nałogowo) mieszkaniu.

My Polacy tak mamy, że jak robimy remonty, robimy je sami! Albo chociaż staramy „podzielić się” pracą ze znajomymi, rodziną – ludźmi, którzy na niejednym remoncie zjedli już zęby. Wiadomo – tak po prostu taniej. Nauczyć się czegoś można (przysięgam – nigdy w życiu nie tynkowałem ścian, ale teraz robię to lepiej niż wielu tynkarzy!). Oczywiście jest to również okazja do zrobienia kilku fotek na fejsa ze szwagrem umazanym farbą, ubranym w podkoszulek i charakterystyczną czapeczką z gazet.

Niezależnie od tego ile czasu spędzimy na mierzeniu, liczeniu, spisywaniu – prędzej, czy później natkniemy się na moment, kiedy okazuje się, że albo kupiliśmy za mało zaprawy, albo kupiliśmy nie ten kolor farby co trzeba („Kochanie, w sklepie wyglądała na ciemniejszą, przysięgam!”) , albo po prostu, bez uprzednich konsultacji ze „specjalistą”, kupimy nie to co trzeba. Taki urok remontów – nie przebiegają planowo!

Co wówczas robimy?
Wsiadamy w samochód i gnamy co tchu do najbliższego marketu budowlanego, aby uzupełnić materiały. Parkujemy, chwytamy za wózek i – szybciej niż Usain Bolt – wpadamy między regały, aby jak najszybciej kupić brakujące nam przedmioty. Pół biedy jeżeli wiemy, co dokładnie mamy kupić. Możliwe, że sprawdziliśmy w Internecie, że potrzebujemy takich i takich listew (pozwólcie, że bazował będę na własnym przykładzie) i gnamy w stronę alejki z wykończeniami – gorzej, jeżeli wiemy, że mamy kupić listwy, ale nie wiemy jakie dokładnie.

Będąc w sklepie stacjonarnym, na dodatek specjalistycznym, mamy ten komfort, że zawsze zapytać możemy pracownika o szukany produkt – ten, dopyta, pomyśli, doradzi. Teoretycznie. Bo co zrobić, jeżeli pracownika nie możemy nigdzie znaleźć? W teorii przecież między regałami zawsze biegają dziesiątki, ubranych w charakterystyczne firmowe stroje, mężczyzn, którzy powinni pomóc klientowi dokonać właściwego wyboru.

Być może to tylko moje szczęście, ale ilekroć jestem w tym konkretnym sklepie, wszyscy opiekunowie działu, z którego w danym momencie potrzebuję porady, po prostu w magiczny sposób, znikają. Nie muszę chyba tłumaczyć, że w takiej sytuacji wszystkiego po prostu się odechciewa, a zmarnowany na dojazd czas zaczynam przeliczać na metry położonej podłogi.

I co z tego, jeżeli w oddali widzę trzy, zbliżające się w moją stronę sylwetki, skoro po bliższym spotkaniu okazuje się, że jeden z pracowników prowadzi sztaplarkę, a pozostałych dwóch go „eskortuje”. A na pytanie, czy mógłbym prosić kogoś z tego działu, słyszę enigmatyczne „kolega za chwilę podejdzie”. No dobrze, ale ile może trwać chwila? I skoro stoję tu już „jakąś” chwilę, to czemu ten kolega jeszcze nie podszedł?!

A może tak…?

Dochodzimy tu do ciekawego pytania – a co, gdybym zamiast w sklepie stacjonarnym, zamówił wszystko przez Internet? Przecież najpierw mogę zasięgnąć opinii na forach, których pełno (na pewno na każdym, także budowlanym forum, po zadaniu pytania zostanę poproszony o skorzystanie z wyszukiwarki, bo przecież takie pytanie już padło), ale po przewertowaniu setek wpisów z całą pewnością znajdę odpowiedź na swoje pytanie.

Nasuwa się jednak pytanie „Jak to?!” Przecież potrzebuję towaru na teraz, na już, a zamówienie przez Internet i jego realizacja potrwają zdecydowanie dłużej, niż samodzielna wyprawa do sklepu.

Faktycznie, w takim przypadku kupowanie przez sieć mija się z celem. Nie dość, że pewnie przepłacę za transport, to jeszcze na towar trochę się naczekam.

Czy istnieje jakaś alternatywa?

Czy istnieje jakaś alternatywa?

Ważne jest tutaj jednak coś zupełnie innego – troska o klienta i sposób w jaki ją, w tym konkretnym przypadku, okazano. Czy pracownicy nie mogli, nawet jeżeli nie opiekują się tym działem, chociaż spróbować pomóc? Może któryś z nich, prywatnie, umiałby odpowiedzieć na zadane pytanie i doradziłby wybór odpowiedniego elementu?

Śmiem twierdzić, że każdy z nich wiedziałby jakiej dokładnie listwy potrzebuję – dlaczego zatem nie mogli pomóc? Prawda jest niestety smutna – plany szkoleń pracowników zajmujących się na co dzień obsługą klienta w wielu sklepach stacjonarnych (internetowych także) nie istnieją. Po prostu ich nie ma, a główną, stosowaną nadal zasadą jest to, aby sprzedać towar. Czy takie podejście jest złe? I tak, i nie.

Każdy biznes
, aby się utrzymać, potrzebuje klienta – to przecież nikt inny jak klient decyduje o istnieniu sklepu, zostawiając w kasie swoje, ciężko zarobione, pieniądze. Czy nie można jednak połączyć odpowiedniego poziomu obsługi klienta i jednocześnie pilnować słupków sprzedażowych? Oczywiście, że można.

I nawet trzeba! Dokonać można tego w banalny wręcz sposób – wystarczy odpowiednio dużo troski przeznaczyć na prawidłowe przeszkolenie pracowników, nie tylko z zakresu sprzedaży i znajomości asortymentu, ale także, a może i przede wszystkim, z prawidłowej obsługi klienta. Pamiętajmy, że na każdym praktycznie polu działa dzisiaj silna konkurencja, która czeka na nasze potknięcia i wykorzysta każdy moment do tego, aby skutecznie przeciągnąć klienta na swoją stronę.

Tak żeby wszyscy byli zadowoleni

Co zatem zrobić aby wilk był syty i owca cała? Odpowiedź niby banalna, jakkolwiek dla wielu osób jeszcze chyba niezbyt oczywista. Dbajmy o naszego klienta, a pracowników uczmy, że prawidłowo świadczony customer support to nie „wciskanie towaru na siłę”. Uświadamiajmy im, że powinni skutecznie i umiejętnie pomóc klientowi w podjęciu decyzji, a wsparcie nie kończy się na wystawieniu paragonu czy faktury, ale że trwa cały czas, także po zakupie.

Pokażmy, że umiejętna sprzedaż to taka, w której zachęcimy klienta do zakupu tego, co potrzebuje, a nie tego, co akurat zalega nam na magazynie. Osoba, której „wciśniemy” bubel raczej nie wróci – a już na pewno o tym fakcie „pochwali się” rodzinie i znajomym, teoretycznie naszym potencjalnym klientom.

Uczmy, że prawidłowa obsługa klienta nie kończy się jedynie na podaniu towaru z półki – laik dopytujący o konkretny artykuł może przecież potrzebować jeszcze dodatkowych rzeczy (tak jak, ja poza listwami potrzebowałem elementów wykończeniowych).

I nie mam tu bynajmniej na myśli nachalnej, coraz popularniejszej w ostatnim czasie dosprzedaży. Jeżeli chcemy, aby transakcja została sfinalizowana, uczmy naszych pracowników aktywnego słuchania, uświadamiajmy im, że dobro klienta, jego zadowolenie, to klucz do sukcesu. Pokazujmy im, że empatia i osobiste podejście nie tylko pomogą w osiągnięciu celów sprzedażowych, ale także zjednają nam klienta, który, wiedząc jak świetną pomoc uzyskał, wróci na kolejne zakupy.

Bo, i powiedzmy to otwarcie, dla statystycznego Kowalskiego, nie cena jest już najważniejsza. Za jakość, którą już od roku, stawiamy na pierwszym miejscu, przy wyborze towarów, jesteśmy skłonni zapłacić więcej. O ile w parze z tą jakością będzie szła prawidłowa i skuteczna obsługa.

Na zakończenie dodam tylko, że zasady te dotyczą nie tylko sklepów stacjonarnych ale także, a może i przede wszystkim sklepów online, gdzie osobisty kontakt z klientem nie jest możliwy. W takim wypadku o profesjonalnej obsłudze mówimy, jeżeli pracownik będzie potrafił prawidłowo modulować ton swoich wypowiedzi, jeżeli potrafił będzie aktywnie słuchać i wychwytywać kluczowe dla przedstawianej kwestii słowa, jeżeli wreszcie umiejętnie wybada potrzeby klienta i zaproponuje idealne rozwiązanie.

Nie wzbraniajmy się tym samym przed kierowaniem naszych pracowników na dodatkowe, płatne nawet szkolenia, z zakresu customer support. Taka inwestycja prędzej, czy później się zwróci! Uczmy ich, że najlepszy nawet towar nie obroni się sam, jeżeli w grę wejdzie marna obsługa. Wreszcie, skupiajmy się na potrzebach klienta, a nie na naszych ambicjach do windowania słupków sprzedażowych i dążmy do tego, aby zadowolenie kupujących oraz doświadczenie zakupowe było dla nich czymś, czym będą mogli chwalić się wśród swoich znajomych.

Tego i jak najwyższego wskaźnika NPS wszystkim właścicielom sklepów, tych stacjonarnych oraz naturalnie tych online, serdecznie życzę.

Przeczytaj artykuł