MENU

gry komputerowe
Tag Archive

1805

Crowdfunding i wczesny dostęp – mała, cyfrowa rewolucja?

Inne

30 stycznia 2014

Uczucie kupowania kota w worku towarzyszyło na pewno większości z Was przynajmniej raz w życiu. Powodów było na pewno kilka – od niewiedzy, przez zwykłą ciekawość, aż po świadome ryzyko. Oczywiście trudniej brać w ciemno rzeczy materialne, o których można przeczytać liczne opinie konsumentów. Kiedy sami stajemy się konsumentem, staramy się, aby poczyniona inwestycja okazała się udana.

Czy jest to nowa lodówka, żelazko, a może karta graficzna do komputera stacjonarnego – zawsze zasięgamy rady innych, zaglądamy na specjalistyczne forum, bądź zerkamy na ocenę produktu w sklepie. Zgoła odmiennie sytuacja wygląda w przypadku ostatniej mody na tzw. wczesny dostęp do oprogramowania. Jest to zjawisko fascynujące, ale również tajemnicze i ma potencjał na zrobienie niezłego zamieszania na rynku elektronicznej rozrywki. O ile już takiego zamieszania nie wywołało…

Screenshot ze strony www.kickstarter.com

Screenshot ze strony www.kickstarter.com

Najprościej ujmując „wczesny dostęp” to sytuacja, w której twórca oprogramowania daje Ci przedsmak swojego pomysłu (np. demo technologiczne), aby zachęcić Cię do sfinansowania projektu. Na tym etapie realizacja raczkuje, posiada mnóstwo niedoskonałości, być może nawet nie istnieje, aczkolwiek kusi kreatywnością i wyłamywaniem się z panujących trendów. Jednym zdaniem – jest to próba zwrócenia uwagi na projekty, które z wielu powodów zostały pominięte oraz zignorowane przez większe korporacje, firmy, inwestorów itp.

Twórca stara się wówczas wkupić w łaski zwykłego Kowalskiego, który może tym samym stać się producentem. Oczywiście zwykłe 10 dolarów darowizny nie spowoduje, że na rynku pojawi się produkt genialny w każdym calu. Ale jeśli na inwestycję zdecyduje się 50 tysięcy Kowalskich – sytuacja może zmienić się diametralnie. A twórca zyskuje stabilną, finansową platformę i spokojną pracę.

Pomysł sam w sobie nie jest taki nowy. Już w ubiegłym stuleciu zdarzały się przypadki sfinansowania przez fanów… tras koncertowych dla zespołów muzycznych na zasadzie „dobrze gracie – pokażcie się na scenie”. System rozwijał się na tyle skutecznie, iż skrzętnie skorzystali z niego artyści z innych branż – filmowcy, programiści, malarze oraz pisarze. Eskalacja nastąpiła pod koniec ostatniej dekady, kiedy to pojawiło się kilka serwisów bazujących na crowdfundingu (dobrowolnej zbiórce), które promowały rozmaite inicjatywy.

Do najbardziej znanych należą dzisiaj Kickstarer, Indiegogo oraz RocketHub. W Polsce w ostatnim czasie prym wiodą 2 portale: wspieram.to oraz polakpotrafi.pl. Projekty czekające na wsparcie to najczęściej gry komputerowe, filmy lub planszówki, ale nie brakuje również oryginalniejszych rozwiązań.

Działalność powyższych stron powinna zainteresować przede wszystkim graczy (ale nie tylko!), którzy pamiętają złote lata dziewięćdziesiąte i nazwiska związane z tą branżą. Jak się okazuje, sporo dinozaurów z tamtej ery doskonale odnajduje się w crowdfundingowej rzeczywistości. Od dawna wykluczeni z dużych firm mogą za mniejsze pieniądze realizować swoje marzenia, bez nacisku ze strony nadzorców, za to z dużymi oczekiwaniami normalnych klientów, którzy przelali na konto piątaka.

Ci jednak już wiele razy pokazali, iż są w stanie być bardziej wyrozumiali, gdyż chcą otrzymać produkt świeży i mało schematyczny. Tym sposobem furorę na Kickstarterze zrobił legendarny twórca przygodówek Tim Schafer, który potrzebował 400 tysięcy dolarów na dokończenie swojego dzieła pt. Broken Age.

Odzew miłośników jego twórczości był, delikatnie ujmując, szokujący. Zebrano ponad 3 miliony dolarów. Równie bezproblemowo pieniądze zebrał Brian Fargo, który pracuje obecnie nad grą cRPG Wasteland 2. Cel, jakim było uzbieranie 900 tysięcy dolarów, został osiągnięty na długo przed zakończeniem zbiórki. Wynik końcowy okazał się na tyle dobry, iż w ostatecznej wersji pojawią się funkcjonalności, których autor z początku nie planował wdrażać.

Screen z gry Broken Age

Screen z gry Broken Age

Swoistym ewenementem w tym zestawieniu jest produkcja symulatora kosmicznego Star Citizen od Chrisa Robertsa. Autor kultowej serii Wing Commander zakończył zbiórkę na Kickstarterze osiągając 2 miliony dolarów. Do zakręcenia kurka z pieniędzmi było (i jest) jednak daleko. Po uruchomieniu własnej strony z systemem wpłacania darowizn Roberts ze swoją ekipą może poszczycić się dzisiaj rekordowymi 36 milionami dolarów.

A banknoty jeszcze spływają i spływać będą, gdyż projekt okazał się tak rozległy, że premierę gry postanowiono przenieść na 2015 rok. Na dzisiaj fani muszą zadowolić się zaledwie krótkim demem polegającym na zwiedzaniu swojego statku w hangarze. Tymczasem przed Robertsem czeka cała galaktyka. I pomyśleć, że początkowo autor planował uzyskać 500 tysięcy dolarów.

Z podobnym pomysłem wystartowała platforma Steam. W programie „Steam Early Access” biorą udział wyselekcjonowane gry w wersjach alpha lub beta. Zasady są proste – klient kupuje dostęp do takiej wersji po niższej cenie i bierze aktywny udział w jej rozwoju mając nadzieję, że wyjdzie z tego coś dobrego. Trzeba mieć jednak na uwadze, że zabawa z takim produktem rzadko kiedy należy do przyjemnych.

Ostrzegał o tym ostatnio Dean Hall ze studia Bohemia Interactive, który pod koniec grudnia opublikował na Steam Early Access długo oczekiwane DayZ w bardzo wczesnym stadium. Na pytanie, czy warto kupić teraz jego grę odpowiadał szczerze „Nie”, co oczywiście przysporzyło mu sporo nowych klientów. Hall urósł w oczach wielu graczy jako wyluzowany i otwarty gość, który nie czaruje marketingowymi zwrotami. W ciągu miesiąca DayZ nabyło ponad milion użytkowników, choć cena jak na alphę była dość zaporowa (prawie 25 Euro).

Star Citizen okazuje się być studnią bez dna.

Star Citizen okazuje się być studnią bez dnia.

Czy zjawisko crowdfundingu oraz wczesnego dostępu za kasę niesie ze sobą jakieś zagrożenie? Na chwilę obecną systemy zbiórki są szczelne i blokują dostęp potencjalnym oszustom. Ryzyko istnieje jednak w innych aspektach – czy produkt, który wspieramy okaże się godnym uwagi? Jaka będzie data premiery? A co jeśli zebrane pieniądze zostaną wydane w nieefektywny sposób (przykładem jest choćby The Doom That Came to Atlantic City)? Na 100 owiec zawsze znajdzie się 1 czarna.

Twórcy starają się jak mogą udobruchać darczyńców poprzez ekskluzywną zawartość, możliwość ingerencji w treść lub poprzez dodatki tj. tapety na pulpit, darmowe ścieżki muzyczne, czy podziękowania na liście płac. Inni z kolei pozwalają sobie na odważniejsze rozwiązania. Najhojniejszych zapraszają przykładowo na degustację piwa.

To powoduje, że crowdfunding z wczesnym dostępem stają się ciekawymi alternatywami dla tradycyjnego modelu reklama-zakup-zabawa. Gracze poszukują towaru, który zainteresuje ich samym pomysłem, a nie koniecznie realizacją. A przy okazji będą mogli realnie wpłynąć na efekt końcowy.


Tytułowe zdjęcie pochodzi ze strony Rocío Lara www.flickr.com/photos/analogica i jest udostępnione na licencji Creative Commons.

Przeczytaj artykuł

2209

W grach komputerowych wszyscy jesteśmy hakerami

Inne

23 października 2013

Lubię raz na jakiś czas wcisnąć swój wielki nos w temat niekontrolowanych wycieków informacji i zdradzania tajemnic państwowych. Jak nie Wikileaks, to Snowden, potem kradzież danych z laptopa wiceministra, a na deser Władimir Putin, nazwany przez amerykańskich dyplomatów Batmanen, podczas gdy Miedwiediew jest „zaledwie” Robinem. Hakerzy, jakkolwiek szkodliwi dla społeczeństwa i stosunków międzynarodowych, w większości przypadków ujawniają nieznane publice fakty. Śmieją się nam w twarz. Bo wiedzą więcej.

Wraz z rozwojem kultury Internetu, a także technologii stojącej za jego działaniem ewoluują także hakerzy. Ich zachcianki nie kończą się już na bankomatach w centrach handlowych (te właściwie stały się już przeżytkiem) i komputerach akademickich. Aktualnie parają się wymianą uprzejmości na ogromną skalę z władzami krajów, na wszystkich kontynentach. Pamiętacie akcje z grupą Anonymous? Poległo nawet CIA, największa partia w Rosji oraz australijscy politycy. Ataki nie przebiegają – jak to się zwykło mawiać – z konkretnego komputera. To już walka na sieć i życie.

O skutkach hakerstwa ciężko jednak dyskutować. To raczej doskonały temat pod debatę, prace naukowe i gdybanie o etyce. Ale samo zjawisko nie jest wbrew pozorom jakimś tabu. Nawet w szeroko zakrojonej kulturze. Wyżej podpisany lubi bowiem gry komputerowe. Różne, różniste. Od sportowych (co nie wyklucza oczywiście ruchu na świeżym powietrzu, ha!) po wymagające strategie. Wiele ich było i pewnie jeszcze więcej ich będzie w mojej „growej” przyszłości. Nie raz zdarzyło mi się natrafić na jakiś element, który z hackingiem jest wręcz tożsamy. Nie wierzycie? Ja też nie wierzyłem, dopóki nie przyjrzałem się sprawie bliżej.

Niech was nie zmyli archaiczny interfejs i 5 kolorów na krzyż. Uplink to pomnik wśród gier o hakerach.

Niech was nie zmyli archaiczny interfejs i 5 kolorów na krzyż. Uplink to pomnik wśród gier o hakerach.

Bogiem wśród tytułów z gatunku „łamię zabezpieczenia dla zabawy” jest z pewnością Uplink. Nie jest to już taki młodziak, bo został wydany w 2001 roku,. Do dzisiaj ciężko znaleźć konkurenta, który tak mocno stawiałby na realizm oraz atmosferę grzebania w cudzych życiorysach. Naturalnie o wysokim stopniu skomplikowania nie może być tutaj mowy, bo gra znalazłaby na świecie maksymalnie 50 odbiorców. Uproszczony język programowania oraz interfejs są jednak dobrym wstępem do poznania tajników hakowania. A uwierzcie mi – jest co hakować!

Tytuł pozwala wcielić się w rolę użytkownika, który pewnego dnia otrzymuje tajemniczą wiadomość od byłego agenta tytułowej korporacji. Bohater zostaje wciągnięty w intrygę związaną z bezpieczeństwem Internetu (notabene, akcja gry toczy się w roku 2010, co ładnie komponuje się z ówczesnymi działaniami Anonymousa) i rozpoczyna śledztwo, przy okazji realizując misje zlecone przez włodarzy. Zadania są zróżnicowane, bo na drodze do sukcesu czekają m.in. włamania do sieci konkurencyjnych firm, kradzieże tajnych projektów, a nawet zastraszanie ludzi. Za udane łowy gracz otrzymuje gotówkę, która pozwoli na udoskonalenie sprzętu.

Uplink zyskał spore grono fanów. Doczekał się także darmowych modów, wersji na Mac i urządzenia mobilne. Mimo 12 lat na karku jest wciąż stawiany za wzór symulatora hackingu. Jeżeli jesteście zainteresowani, polecam odwiedzić poniższe adresy:

Hacker Evolution

Nieco inaczej do fachu hakera podchodzi Hacker Evolution. Rumuńska (hej, nie ma się z czego śmiać!) trylogia od razu stawia gracza w roli potentata branży informatycznej. W tym przypadku nasz bohater Brian Spencer musi stawić czoła swojemu dziecku – zaawansowanej sztucznej inteligencji, która zbuntowała się przeciwko twórcy. Historia w przeciwieństwie do Uplinka jest do bólu liniowa – przemierzamy świat wzdłuż i wszerz próbując zwalczyć wroga na wyznaczonych serwerach. Tak skondensowany pomysł spowodował, że rozgrywka jest znacznie szybsza.

Z drugiej strony realizmu w tym za grosz, a całość ma wymiar bardziej hollywoodzki. Nie mniej warto grze dać szansę, zwłaszcza ostatniej odsłonie (Hacker Evolution Duality), która pod kątem interfejsu jest znacznie lepiej dopracowana. Więcej informacji, wraz z opcją zakupu, znajdziecie na oficjalnej stronie producenta – www.exosyphen.com

Trylogia Hacker Evolution powinna zainteresować osoby, które polubiły także Uplink.

Trylogia Hacker Evolution powinna zainteresować osoby, które polubiły także Uplink.

Gry przeglądarkowe

A co jeśli nie chcemy płacić? Zawsze pozostają gry przeglądarkowe. Pojawiają się praktycznie co kilka miesięcy, niektóre z nich rozwijane są od lat. Stanowią za fajny przerywnik w czasie pracy, ale również potrafią sporo nauczyć. Jednym z bardziej chwalonych tytułów jest Slavehack (www.slavehack.com). Do dzisiaj zagrało w niego ponad 200 000 użytkowników. Równie ciepło przyjęto Cyphera, który oferuje rozgrywkę solo oraz w trybie wieloosobowym (www.cypher.extremecast.com). Jeżeli oczekujecie od gry również ładnego wyglądu, powinniście odwiedzić stronę aplikacji The Secret Republicwww.thesecretrepublic.com. Totalne żółtodzioby doskonale odnajdą się w świecie wirtualnego łamania kodów z użyciem Hacking Elite (www.hackingelite.com).

Istnieje również opcja pobrania minigier za darmo. Warto zainteresować choćby Dark Signs, którego autor od miesięcy walczy o wydanie pozycji na platformie Steam za pośrednictwem akcji Greenlight. Aktualnie gra jest jeszcze dostępna na oficjalnej stronie autora (www.darksigns.com). Jeśli w najbliższym czasie przejdzie pomyślną weryfikację na Steamie – na pewno zamieni się w produkt komercyjny. Warto więc z tej okazji skorzystać.

Elementy hakerskie nie omijają także dużych tytułów, jednakże są to wyłącznie dodatki do rdzenia gry, a nie ich główny składnik. Ciekawym przykładem świecił swojego czasu Enter The Matrix na motywach filmów braci (teraz już rodzeństwa) Wachowskich. Aplikacja posiadała wbudowaną konsolę do wpisywania różnych komend. Zabawa była przednia, do dzisiaj zresztą gracze mile wspominają buszowanie po zasobach Matrixa w celu uzyskania dodatkowej broni.

Równie udany patent zaimplementowano w trzeciej części trzeciej Fallout oraz Fallout: New Vegas. Nie było to może hacking bardzo skomplikowany, gdyż do łamania szyfrów wystarczyła elementarna znajomość języka angielskiego oraz trochę logiki. Jednak sam pomysł był na tyle przejrzysty i świetnie wkomponowany w realia postapokaliptycznego świata, że bardzo mi się spodobał. Był to miły dodatek do i tak bogatej zawartości gry.

W serii Fallout zabawa w łamanie kodów była bardzo prosta, ale idealnie komponowała się z klimatem gry.

W serii Fallout zabawa w łamanie kodów była bardzo prosta, ale idealnie komponowała się z klimatem gry.

Na drugim biegunie zabawy możemy z kolei znaleźć Alpha Protocol. Ten szpiegowski roleplay, pomimo swojego niezaprzeczalnego uroku, niesamowicie irytował możliwością hakowania. A to ze względu na pioruńsko wymagający moduł, który mógł ogarnąć jedynie osobnik o koncentracji zawodowego żołnierza. Zresztą zobaczcie sami (właściwa akcja zaczyna się od 5:45):

Twórcy przyznali, że sposób łamania systemów elektronicznych został tak przemyślany, aby gracze nie poczuli się od samego początku zbyt pewnie. Efekt był odwrotny od zamierzonego: hejt na forach, liczne filmiki na Youtube, spore pretensje i wiele innych.

Alpha Protocol jest tu wyjątkiem, bo dobry zwyczaj mówi, że interfejs musi być uproszczony i dopasowany dla początkujących. Znakomicie poradzili sobie z tym ludzie z Eidos Montreal, którzy w Deus Ex: Human Revolution przemycili prawdopodobnie najlepszy mechanizm hakowania nieoparty na tradycyjnym wpisywaniu komend. Miałem ogromną przyjemność prowadzić rozgrywkę jako specjalista od włamań, chociaż gra sama w sobie pozwala na znacznie większą swobodę. Ja wybrałem drogę „cichego agenta”, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby misje realizować metodą „na Rambo”. DE:HR oferował wszystkie znane techniki hakerskie w postaci graficznej, włączając do tego walkę z czasem. Mam ogromny sentyment do tego motywu i mam nadzieję, że w kolejnej części pojawi się w niezmienionej formie.

Główny bohater Deus Ex: Human Revolution dzięki specjalnym wszczepom mógł zamienić się w zawodowego hakera. Nie ukrywam, że ten styl rozgrywki był znacznie ciekawszy.

Główny bohater Deus Ex: Human Revolution dzięki specjalnym wszczepom mógł zamienić się w zawodowego hakera. Nie ukrywam, że ten styl rozgrywki był znacznie ciekawszy.

Co jeszcze przed nami?

Na jakie gry warto zwracać uwagę w przyszłości? Zachęcam do wzięcia pod lupę przede wszystkim nowego hitu od Ubisoftu – Watch_Dogs. Jest to pierwsza od dawna większa produkcja, w której hacking jest niezmiernie ważny. Główny bohater Aiden Pearce zostanie wyposażony w telefon, który umożliwi mu drenaż informacji na temat wszystkich mieszkańców i miejsc w Chicago z użyciem systemu CtOS. Zdolność do manipulowania elementami otoczenia pomoże mu w wykonaniu licznych zadań. Zmiana oświetlenia na skrzyżowaniu celem spowodowania wypadku? Ubisoft zapowiada, że to tylko jedna z wielu opcji, które może wykorzystać gracz. Premiera Watch_Dogs zapowiedziana jest na 22 listopada tego roku drugi kwartał 2014 roku.

Przeczytaj artykuł